Moja poezja
Modlitwa wieczorna
Rozstanie
Kobieta drzewo
Koniec Tysiąclecia
Dodatkowy zmysł
Upór Proroka
Dziadziusiu
Fotografia Prasowa
Hiacynty
Martwy sezon turystyczny
Miłość Stwórcy
Miłość do ogrodu
Ośmiornice
Przepis na kapustę
Pomiędzy tak i nie
Wiersz o Każdym
Wtulić głowę w piasek gwiazd
Jesień
Podłódzki cmentarz wojenny
Po wojnie
Wszechświat się rozszerza





Martwy sezon turystyczny

Czasami w to czy tamto miejsce
Wycieczek chwilowo niestety nie będzie

Właśnie tam
W samo południe
Lub o jakiejkolwiek porze

Zza płotów wysuwa się lepki mrok
Zaciskają się usta
Następuje przekonanie o własnej nieomylności

Sąsiad obwinia sąsiada
Że nie dość miękko wymawia "t"
I za to ścina mu głowę

Turyści uciekają z plaż
Gubiąc plasterki cytryny z kieliszków martini
A nad głowami fruną pociski jak szarańcza

Wstaje za nimi płomień
Rozsypują się domy
Spadają z cokołów posągi

Zdarza się wszystko najgorsze

Potem historycy oddają głos martwym po obu stronach
A ci wzajemnie się wytykają kościstym palcem

Więc wkłada rękę do masowych grobów zmęczona pani doktor
Próbuje dopasować piszczele do uśmiechu na fotografii
Oddaje rodzicom

Obejmują potem powaloną na kolana katedrę
Zamykają jej oczodoły nowymi jeszcze piękniejszymi witrażami
Na powrót ustawia się krzesła w kawiarenkach
Sadzi ryż
Przygotowuje drinki ze słomką

Plaża jest jasna
Jak zagrabiona świeżo po wierzchu pamięć
I znów przyjeżdżają turyści

W kaplicach czaszki śmieją się szyderczo
Co widać dopiero na fotografiach z udanych wakacji