Moja poezja
Modlitwa wieczorna
Rozstanie
Kobieta drzewo
Koniec Tysiąclecia
Dodatkowy zmysł
Upór Proroka
Dziadziusiu
Fotografia Prasowa
Hiacynty
Martwy sezon turystyczny
Miłość Stwórcy
Miłość do ogrodu
Ośmiornice
Przepis na kapustę
Pomiędzy tak i nie
Wiersz o Każdym
Wtulić głowę w piasek gwiazd
Jesień
Podłódzki cmentarz wojenny
Po wojnie
Wszechświat się rozszerza





Rozstanie

Na co nam przyszło
na dzielenie wszystkiego na pół
jak zrywanie z zaschłych ran bandaży

Potem postać jeszcze chwilę
nad otwartym grobem
jak usta do krzyku

Tam gdzie powietrze pękło
i już nigdy się nie zrośnie

Odejść
drży jeszcze poruszona gałązka
słychać echo kroków
szloch zapóźniony i śmieszny

Jak to dobrze, że się nam nie urodziło
dziecko
powój wokół naszych przegubów
jest gdzieś obok nas w każdej cząstce powietrza

w lekkich stąpaniach wiatru
nocą woła nas płaczem do siebie
Naprawdę nic nas nie trzyma