Moja poezja
Modlitwa wieczorna
Rozstanie
Kobieta drzewo
Koniec Tysiąclecia
Dodatkowy zmysł
Upór Proroka
Dziadziusiu
Fotografia Prasowa
Hiacynty
Martwy sezon turystyczny
Miłość Stwórcy
Miłość do ogrodu
Ośmiornice
Przepis na kapustę
Pomiędzy tak i nie
Wiersz o Każdym
Wtulić głowę w piasek gwiazd
Jesień
Podłódzki cmentarz wojenny
Po wojnie
Wszechświat się rozszerza





Hiacynty

W raju
Babcia Eleonora i dziadek Maksymilian
Trzymają się za ręce
Są i są choć dawno ich nie ma

Co rok
Przez pięćdziesiąt lat
W lutym
Maksymilian dawał Eleonorze kwitnące hiacynty

Przed wojną hodował je w kryształowej oranżerii
W czasie wojny pod łóżkiem
Pod przybranym nazwiskiem
Pod strachem Boga

W cieniu zagłady
One jedne wydawały się wieczne

A ja
Jestem jak zadeptana trawa
Podnoszę się
I dziwię
Jak można być niezmiennie kochanym do śmierci

Ale to było dawno temu kiedy wszystko było niespieszne
Pachną kruche hiacynty
Oni wciąż trzymają się za ręce

Boli tylko ten czas przeszły